Witajcie ludzie.
Gram na gitarze elektrycznej od pół roku, ale widzę wyraźny progres i przyznam się - Tenson Californian Les Paul zaczyna mi powoli nie wystarczać. Chcę uciekać w coraz szybszą muzykę (Thrash Metal), a - mówiąc szczerze - moja gitara nie ma gryfu do wyścigów. Owszem, solo "Master Of Puppets" jeszcze jakoś pociągnę (choć wdają się pewne chałtury, ale zagrałem to samo na Stratocasterze i Razorbacku - brzmi świetnie, więc to wina gitary), ale już "Holy Wars... The Punishment Due", "Blackened" lub "Domination" - z tym będzie mi ciężej. Zastanawiam się nad wyborem gitary. Strat, nawet nowy, nie jest drogi, a poza tym gryfik ma bardzo przyjemny. Jednak Razorback - to jest chyba najwygodniejsza gitara wszechczasów. Dodajmy do tego znakomite przystawki i blokowane klucze... Kumpel kupił na Allegro praktycznie nowy egzemplarz za 1700 zł. Może i ja uzbieram na takie wiosełko?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz