piątek, 21 marca 2014
Rozkmina na temat "wierzących".
Hej wam. Obiektem moich nowych przemyśleń stała się religia. Nie konkretna, lecz ogólnie. Ich założeniem są według mnie przeżycia duchowe, wiara w jakiekolwiek Medium bądź życie pozagrobowe. Dawniej ludzie wypełniali te założenia. Jednak teraz, coraz więcej osób niewierzących w absolutnie nic (chodzi o siły wyższe, a nie, na przykład, pieniądze) podaje się jako te, które swoją wiarę praktykują i chodzą, np. do kościoła tylko dlatego, że rodzina tak każe. Myślę, że nie tędy droga. Człowiek powinien mieć w tej kwestii swój wybór, nie narzucany przez nikogo. Chociaż w sumie... jeśli się na to zgadza, to też jest wybór... A jak Ty uważasz?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Z perspektywy czasu powiem ci, że znacznie prościej jest udawać, że jest się katolikiem, chodzić na tę cholerną religię, obchodzić Wigilię, niż przejść przez to, przez co ja musiałam. Wierz mi na słowo. Setki pytań wyjaśnień, wszyscy patrzą na ciebie, jak na dziwaka (zwłaszcza, kiedy poznajesz nowych ludzi; zmieniasz szkołę). Powiesz, że jesteś Żydem, Jehowym... okej, to idzie przyjąć znacznie łatwiej do świadomości, niż fakt, że jest się ateistą, bądź agnostykiem (jak ja). "Ale jak to w nic nie wierzysz? To tak można?" Ano można i ludzie nie powinni przez to patrzeć na drugich inaczej.
OdpowiedzUsuńZe swoją rodziną też przeszłam swoje. Mama zresztą nadal nie chce o tym słyszeć i uważa, że przez to nie tylko ja, ale i cała rodzina będzie smażyć się w piekle ;)